„Nie płaczcie nade mną,…

24 mj.

… ale nad Kościołem i Polską, ja już umieram, będę się wstawiał za wami do Boga” – arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski męczennik za wiarę i Ojczyznę.

Zbliżająca się rocznica śmierci  (28.05.1941r.) abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego – błogosławionego Kościoła katolickiego, skłania do refleksji nad jego działalnością pasterską i społeczną. Pasterz diecezji płockiej, senior episkopatu zakończył swoje ziemskie życie w nieludzkich warunkach, w niemieckim obozie eksterminacyjnym Soldau w Działdowie o cechach obozu koncentracyjnego. Założony przez Niemców był miejscem niszczenia polskich elit politycznych, polskiej inteligencji, w tym duchowieństwa katolickiego. Założyciel obozu dr Otto Rasch – inspektor policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Królewcu w swoim sprawozdaniu stwierdził, że polecił utworzyć obóz przejściowy w Działdowie zimą 1939/1940 r., aby „w sposób dyskretny przeprowadzić plan fizycznej likwidacji polskiej inteligencji”.

Zdjęcie przedstawia koszary/dawny niemiecki obóz w Działdowie. Fot. archiwum stowarzyszenia (2016)

Płock 1939

Niemiecka okupacja Płocka, podczas II wojny światowej, zaczęła się 9 września 1939 r. Do miasta wkroczyły wojska niemieckie. Biskupi płoccy nie skorzystali z możliwości ukrycia się, pozostali wśród swoich diecezjan. Decyzja abp. Nowowiejskiego o pozostaniu w Płocku, mimo możliwości wyjazdu do Warszawy, miała dla kapłanów i wiernych ogromne znaczenie moralne. Jak pisał po wojnie ks. Wacław Jezusek:

„Arcypasterz, nie uląkł się  jednak grozy zbliżającej się wojny (…), powziął niezłomne postanowienie pozostania na swym posterunku w Płocku; wierność zaś swej owczarni przypieczętował męczeńską śmiercią w ciężkim obozie.”

Na I Niedzielę Adwentu został wydany jako druk ulotny – ostatni „List pasterski Abp. A.J.Nowowiejskiego”, który bez wiedzy i aprobaty władz niemieckich został wydany w drukarni Detrychów. W skierowanym orędziu do duchowieństwa i wiernych diecezji płockiej, abp. Nowowiejski prosi o wierność Bogu w trudnych chwilach, miłość wzajemną i modlitwę jednych za drugich.

9 grudnia 1939 r. Niemcy zajęli płockie seminarium wypędzili wszystkich księży, profesorów
i kleryków. Początek 1940 r. nie dawał żadnych nadziei na poprawę sytuacji duchowieństwa płockiego. 20 lutego 1940 r. złożono donos na biskupów płockich do szefa placówki SS w Ciechanowie. Już trzy dni później Niemcy zajęli mieszkanie bp. Leona Wetmańskiego, który zamieszkał u arcybiskupa Nowowiejskiego.

Internowanie w Słupnie

28 lutego 1940 r. obaj biskupi zostali aresztowani i wywiezieni do Słupna. Przetrzymywano
ich w budynku dawnej szkoły. Podczas internowania biskupom towarzyszyli: ks. prałat Ludwik Wilkoński, ks. Adam Zaleski i siostry pasjonistki. Życie duchownych, tak jak do tej pory, trwało według określonego porządku. Pomimo sytuacji, w jakiej się znaleźli, pełnili swoje posługi.

Ks. arcybiskup, z bp. L. Wetmańskim, ks. kan. A. Zaleskim, s. Klementyną i ks. S. Nasiłowskim. Słupno 1940 r.

17 lutego 1941 roku ks. Caban przywiózł wiadomość o tym, że Niemcy wywożą ludność Płocka,
w tym księży, do Działdowa. Byli wśród nich profesorowie, kanonicy kapituły płockiej. Niemcy w brutalny sposób aresztowali księży prałatów, m.in. ks. Adolfa Modzelewskiego i ks. Piotra Dmochowskiego. Internowanie Biskupów trwało do początku marca 1941 r. Przyszedł jednak czas, aby zgodnie z poleceniami Hitlera przystąpić do likwidowania polskiej warstwy kierowniczej, osadzając w obozach śmierci między innymi wielu duchownych. Tym momentem dla biskupów i księży tam przebywających była noc z 6 na 7 marca 1941 r. Wtedy to nastąpiło aresztowanie duchownych. Gestapowcy wraz z miejscowymi volksdeutschami wyważyli drzwi od szkoły. Duchownych wywieziono do Borowiczek, a następnie do Imielnicy, gdzie kazano im stać na mrozie i czekać. Zaczynało już świtać, kiedy dowieziono duchownych do Płocka. Około godziny 9 rano osadzono biskupów w piwnicach magistratu. Wieść o ich uwięzieniu szybko się rozeszła, płocczanie byli przerażeni i przygnębieni, wielu ludzi płakało.

Pobyt w obozie

8 marca 1941 r. o godz. 6 rano samochody ciężarowe podjechały pod budynek magistratu. Biskupów zaprowadzono do jednego z nich, podając krzesło i taboret przy wsiadaniu. Razem z biskupami w tej ciężarówce byli ks. Nasiłowski i ks. Caban oraz ks. Zalewski. Gdy samochody były już zapełnione więźniami, wyjechały w stronę Działdowa. Wtedy to umiłowany arcybiskup i jego towarzysze po raz ostatni widzieli swój ukochany Płock. Udali się w ostatnia drogę, drogę krzyżową, którą przygotował dla nich Ten, którego ukochali ponad swoje ziemskie życie. Śmierć biskupów płockich wpisała się na długą listę chrześcijańskich męczenników. Odważne przyjęcie śmierci nie było przejawem pogardy do życia, lecz odwrotnie, wyrazem wzajemnej miłości do Boga. Biskupi płoccy oraz księża, którzy razem przebywali z nimi od pierwszego dnia pobytu w obozie byli bici, maltretowani i poniżani. Duchowni byli fizycznie i moralnie upokarzani. Pomimo tego zachowali swoją godność. Często musieli siedzieć, w celach z rękoma wyciągniętymi na kolanach, z tułowiem wyprostowanym i przywartym do ściany lub w pozycji stojącej, z rękami wzniesionymi i opartymi o ścianę przed sobą. Szczególnie upokarzające były „wyjścia” do latryn, gdzie księża często byli bici, a wachmani okrutnie znęcali się nad nimi. Franciszek Wawrowski – jeden z więźniów niemieckiego obozu w Działdowie zeznał:

„Byłem świadkiem znęcania się i bicia księży. Jedynie we czwartek nie dostawali lania przy wychodzeniu do ustępu na ranny i południowy przemarsz bieganiem. Ks. Arcybiskupa podtrzymywało zwykle dwóch księży: zmieniali się prawie codziennie, bo ci, co wolno szli przy starym Arcypasterzu, najwięcej dostawali kijów ze świeżych brzóz. Arcybiskupowi – jak sam widziałem – czynili wstręty przez zdarcie np. czapki okrągłej [chodzi o piuskę biskupią – A.R.] i unurzaniem jej w błocie, a później wtłaczanie na głowę. Raz zdarli długie futro i umaczali w błocie w wrzucili na starca. Biskupa Wetmańskiego kulgali w błocie oprawcy, nawet przydeptywali butami, aby się lepiej ubłocił.”

Męczeńska śmierć

Znęcanie, tortury fizyczne i moralne były udziałem arcybiskupa płockiego Antoniego Nowowiejskiego i biskupa Wetmańskiego oraz licznej grupy duchownych. Nieograniczona władza załogi obozowej bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, w większości przypadków prowadziła do okrutnego znęcania się nad więźniami, szczególnie nad duchownymi. Nad Arcybiskupem Antonim Julianem Nowowiejskim znęcano się w wyjątkowo bestialski sposób. Za odmowę wyrzeczenia się wiary i podeptania Krzyża Chrystusa Arcybiskup został brutalnie pobity, torturowany, w pomieszczeniu nazywanym „oprawnią”, w której niemieccy zbrodniarze znęcali się nad więźniami. Nie uległ, nie wyrzekł się wiary i nie podeptał Krzyża, nie załamał się.

Karta z kartoteki osobowej gestapo w Ciechanowie/Płocku, dotycząca abp. A. J. Nowowiejskiego. (AIPN)

Arcybiskup został zamęczony prawdopodobnie 28 maja 1941r. Zgon Arcybiskupa władze niemieckie długo trzymały w tajemnicy. Dopiero w „Osservatore Romano” z dnia 8 listopada 1941 r., nr 261, podana została krótka wiadomość o zgonie Arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego, Biskupa Płockiego w Działdowie, powtórzona następnie przez organ urzędowy „Acta Apostolice Sedis” z dnia 21 listopada 1941 r., cyt.: „Dopiero teraz doszła wiadomość o zgonie Biskupa Płockiego w Działdowie w dniu 28 maja 1941 roku”. 18 listopada 1941 r. Radio Watykańskie podało do publicznej wiadomości, że „liczący 83 lata Arcybiskup umarł w ciężkim obozie koncentracyjnym w Działdowie”.

Świadkowie mają głos

Ks. Henryk Białkoziewicz (więzień Soldau i Dachau) widział w obozie jak znęcano się nad biskupami płockimi: „Codziennie na tym placu widzieliśmy arcybiskupa A. Nowowiejskiego i sufragana płockiego L. Wetmańskiego, strzeżonych przez specjalnych SS-mannów. Nad nimi najpotworniej pastwili się Niemcy. Widziałem jak sędziwy arcybiskup padł pod razami oprawców.”

Wspomnienie, relacja pani Haliny Rogozińskiej (świadka, wówczas 14-letniego dziecka): „Każde wyjście na plac, także do ubikacji, było dla księży drogą przez mękę. Niemcy cały czas ich bili po głowach,
po plecach. Zwykle na końcu „czołgał” się arcybiskup Nowowiejski, bo był bardzo schorowany.On miał przeszło 80 lat. Ci księża, którzy starali się mu pomóc, dostawali bicie dwa razy, to było straszne.”

Ks. Ignacy Krajewski – proboszcz parafii Wólka-Mławska wystosował odręczne pismo do ks. Wacława Jezuska, miało to miejsce w 1947 r., a więc niecałe dwa lata po wojnie oraz 6 lat po zgonie  Biskupów Płockich w niemieckim obozie Soldau w Działdowie. Notatka zawiera sporo informacji w sprawie odnalezienia zwłok Arcybiskupa. W pkt. 10. Ks. Krajewski napisał: „Arcybiskup podobno umarł na korytarzu przy upadku na podłogę. Ostatnie słowa Arcybiskupa miały być: 'Nie płaczcie nade mną,
ale nad Kościołem i Polską, ja już umieram, będę się wstawiał za wami do Boga.

Andrzej Rutecki
stowarzyszenie „Pamięć i Tożsamość”

Napisz do nas